W świecie rozwoju osobistego często mówimy o odporności psychicznej jako o zdolności do radzenia sobie ze stresem, adaptacji do zmian i utrzymywania wewnętrznej równowagi nawet w trudnych warunkach. Przez lata uczyłam tego innych – jako coach i trenerka wspierałam ludzi w budowaniu siły wewnętrznej, pracy z emocjami, odzyskiwaniu poczucia sprawczości. Aż przyszedł moment, kiedy teoria została wystawiona na próbę – w moim własnym życiu.
Kilka miesięcy temu usłyszałam diagnozę – nowotwór czerniaka. Choroba, która nagle stawia pytania, których wcześniej się unikało. Która przewraca codzienność do góry nogami i zmusza do zatrzymania się. To doświadczenie sprawiło, że spojrzałam na odporność psychiczną z zupełnie nowej perspektywy – już nie tylko jako ekspertka, ale przede wszystkim jako człowiek.
Czym właściwie jest odporność psychiczna?
Według definicji Clougha i Strycharczyka (2012), odporność psychiczna (mental toughness) to zdolność do utrzymywania wysokiego poziomu wydajności i dobrego samopoczucia mimo presji i wyzwań. Składają się na nią cztery filary:
- Poczucie kontroli – przekonanie, że mamy wpływ na swoje życie.
- Zaangażowanie – zdolność do utrzymywania motywacji i skupienia na celach.
- Wyzwania – traktowanie trudności jako okazji do rozwoju.
- Pewność siebie – wiara w swoje możliwości i umiejętność radzenia sobie z krytyką.
Ale w praktyce – zwłaszcza w obliczu poważnego kryzysu – odporność to coś więcej niż teoria.
Gdy życie mówi: „Zatrzymaj się”
Od momentu diagnozy wiele się we mnie przewartościowało. To, co kiedyś było oczywiste – działanie, planowanie, kontrola – zeszło na dalszy plan. Zamiast tego przyszła nauka zupełnie nowego podejścia do siebie i swojego dobrostanu.
W moim przypadku ogromne znaczenie miały – i wciąż mają – proste, ale głębokie praktyki:
- Zatrzymywanie się i sprawdzanie jak się mam – fizycznie, emocjonalnie, psychicznie. Czy moje ciało jest napięte? Czego teraz potrzebuję? Co podpowiada mi mój oddech, mój brzuch, moje serce?
- Bycie blisko siebie, bez oceniania – uznanie dla tego, co czuję. Czasem to smutek, czasem złość, czasem spokój. Wszystko ma prawo być.
- Uważność i obecność – wybieranie tu i teraz, zamiast ciągłego analizowania „co będzie”. Dbanie o to, żeby dzisiejsze światło, rozmowa z bliską osobą czy smak herbaty były naprawdę odczute.
- Troska o siebie – nie w formie „zadań do odhaczenia”, ale jako codzienne bycie po swojej stronie. To może być sen, to może być spacer, to może być rezygnacja z czegoś, co już nie służy.
- Mikrodziałania, które przywracają sprawczość – decyzje, które są w moich rękach: lekarze, konsultacje, lektury, suplementy, ale też myśli, które wybieram karmić.
Wszystko to buduje odporność psychiczną w sposób organiczny, codzienny. Nie przez siłę, ale przez łagodność.
Jak pisze Jon Kabat-Zinn w książce „Gdziekolwiek jesteś, bądź”:
„Nie możesz zatrzymać fal, ale możesz nauczyć się surfować.”
To zdanie towarzyszy mi od dnia diagnozy. Bo nie chodzi o to, by życie nas nie poruszało. Chodzi o to, by w tym poruszeniu nie tracić kontaktu ze sobą.
Jak wzmacniać odporność psychiczną?
Odporność to proces – nie coś, co „się ma” albo „się nie ma”. To umiejętność, którą można rozwijać z czułością i odwagą. Kilka praktyk, które polecam zarówno klientom, jak i sobie samej:
- Zatrzymaj się choć raz dziennie i zadaj sobie pytanie: Jak się mam?
- Oddychaj świadomie. Oddech to zawsze najprostszy powrót do siebie.
- Zauważ, co Ci służy, a co odbiera Ci energię. I wybieraj siebie – nawet jeśli to oznacza rezygnację z „muszę”.
- Praktykuj wdzięczność, nawet za drobiazgi – słońce za oknem, życzliwe słowo, chwilę spokoju.
- Szukaj wsparcia. Odporność to nie samotna walka, to świadome otaczanie się dobrymi ludźmi i myślami.
Na zakończenie
Odporność psychiczna nie oznacza bycia niezniszczalnym. Oznacza gotowość, by wracać do siebie – mimo fal, mimo trudnych wiadomości, mimo chwil zwątpienia. To droga powrotu do własnej mocy – tej cichej, spokojnej, płynącej z wnętrza.
Jeśli ten tekst z Tobą rezonuje – napisz do mnie. A jeśli przechodzisz przez trudny czas – nie jesteś sama, sam. Wierzę, że nawet w największym kryzysie możemy znaleźć przestrzeń na oddech, kontakt i wzrost.