Kiedyś natknęłam się na zdanie, które poruszyło mnie głęboko:
„Każda myśl tworzy emocje, a emocje tworzą doświadczenie.”
Zatrzymałam się wtedy i zadałam sobie pytanie:
- Ile razy dziennie coś czuję, ale tego nie zauważam?
- Ile razy udaję przed sobą, że „wszystko gra”, bo trzeba ogarniać, działać, być silną?
Z czasem zrozumiałam, że przetrwanie to nie to samo, co życie i że najwięcej mocy jest nie w kontroli – tylko w odpuszczeniu.
Jedną z książek, która otworzyła mi drzwi do głębszego rozumienia siebie, była „Technika uwalniania” Davida R. Hawkinsa.
Tak książka to praktyka, która naprawdę zmienia sposób, w jaki jesteśmy z emocjami i ze sobą samym.
Co to znaczy „uwolnić emocje”?
W największym skrócie: pozwolić im być. Bez uciekania. Bez tłumienia. Bez analizowania.
Brzmi prosto, prawda?
Ale to zaproszenie do głębokiego spotkania ze sobą, z tym co trudne, z tym, co niewygodne, ale prawdziwe.
Hawkins zachęca, żeby:
- Zauważyć emocję – nie udawać, że jej nie ma.
- Nie oceniać – ani siebie, ani uczucia, które się pojawiło.
- Nie uciekać – nie w działanie, nie w scrollowanie, nie w „ogarnianie”.
- Nie interpretować – nie musisz od razu wiedzieć, „skąd to się wzięło”.
- Po prostu być z nią – czuć, oddychać, dać jej przestrzeń.
Przykład pracy z emocją: ZŁOŚĆ
Wracasz z pracy. Ktoś znowu zostawił brudne naczynia w zlewie. Ktoś powiedział coś nieprzyjemnego. Dostałeś maila, który podnosi ci ciśnienie. Czujesz złość.
Zamiast ją tłumić albo wybuchnąć – zatrzymaj się.
Usiądź. Odłóż telefon. Weź jeden, spokojny wdech.
I spróbuj tego:
- Zauważ emocję.
„To jest złość.”
Nie „jestem zły” – tylko: „czuję złość”.
To ważna różnica. Ty nie jesteś swoją emocją. Ona po prostu przychodzi i mija.
- Nie oceniaj.
Nie mów sobie: „nie powinienem się złościć”, „co za dramat”, „inni mają gorzej”.
Nie próbuj siebie naprawiać. Nie próbuj być „bardziej zen”.
Po prostu – jest złość. I to jest OK.
- Nie uciekaj.
Nie wchodź w sprzątanie, przewijanie Instagrama, rozmyślanie, analizę.
Nie musisz robić z tym nic.
Zostań.
- Nie interpretuj.
Nie musisz teraz wiedzieć, czemu dokładnie się złościsz. Nie musisz wracać do dzieciństwa, związku czy pracy.
Złość jest w ciele, nie w głowie.
Poczuj ją. Gdzie się zaczyna? W klatce piersiowej? W żołądku? W szczękach?
- Po prostu bądź z nią.
Zamknij oczy. Oddychaj.
Nie próbuj jej „przepchnąć” ani się jej pozbyć. Daj jej pełną zgodę, by była.
„Zgadzam się, że teraz czuję złość.”
Może się wzmocni – to dobrze. To znaczy, że się pokazuje.
A potem… może zacznie się rozpuszczać.
To jest właśnie uwalnianie.
Nie polega na „naprawianiu” siebie. Polega na byciu prawdziwym – z tym, co jest.
I ufaniu, że emocja, której nie tłumisz ani nie uciekasz – w końcu sama znajdzie drogę wyjścia.
Tak działa przestrzeń. Tak działa obecność.
Bo emocje są jak fale. Nie musisz ich kontrolować. One przychodzą i odchodzą.
Co się zmienia, gdy zaczynasz tak pracować ze sobą?
- Pojawia się spokój – wewnętrzna cisza, w której wreszcie możesz usłyszeć siebie.
- Rośnie samoświadomość – już nie działasz z automatu, tylko z miejsca wyboru.
- Czujesz ulgę – bo nie niesiesz już wszystkiego sam(-a).
- Jesteś bardziej obecny(-a) – w relacjach, w ciele, w życiu.
To nie jest szybka technika „na lepszy dzień”.
To codzienna praktyka delikatności i odwagi.
Dla siebie. Z sobą.
A co to ma wspólnego z odpornością psychiczną?
Bardzo wiele.
Bo odporność nie polega na tym, że nic Cię nie rusza.
Tylko na tym, że potrafisz być blisko siebie – nawet wtedy, gdy coś boli, gdy coś Cię przytłacza, gdy nie wiesz, co dalej.
W pracy z klientami często widzę, że największa zmiana zachodzi wtedy, gdy uczymy się być przy sobie z czułością, a nie z krytyką.
Gdy przestajemy reagować, a zaczynamy zauważać.
Gdy odpuszczamy kontrolę – i wracamy do siebie.
Jeśli czujesz, że to Ci bliskie…zapraszam Cię.
Możemy spotkać się na spokojną rozmowę. Bez napięcia. Bez planu. Po prostu – żeby zobaczyć, co się w Tobie dzieje i czego teraz najbardziej potrzebujesz.
Zrób ten krok – mały, swój, we własnym rytmie.
Z ciekawością. Z łagodnością. Z troską o siebie.